Jakżem jechał od swej kochaneczki

Sygnatura 1/65

Jak żem jechał od swej kochaneczki,
świecił miesiąc wysoko,
ona za mną okienkiem wyjrzała,
czym ujechał daleko.

Ujechałem cztery stajeneczki,
ona za mną wyjrzała,
a wróćże się zakochanie moje,
czem żem cie rozgniewała.

Oj, nie wrócę, zakochanie moje,
oj, nie wrócę dlatego,
jak byłem u okienka twego,
to tyś miała innego.

Oj, nie prawda zakochanie moje,
oj, nie prawda, nie prawda,
ja z mamusią ładnie rozmawiała,
to tyś myślał, żem innego miała.

Oj, radbym cię, zakochanie moje,
oj radbym cię, radbym cię,
żebyś była czerwoną jagodą,
oj, zjadłbym cię, zjadłbym cię.

To nie zjada, zakochanie moje,
oj, nie zjadaj, nie zjadaj,
mam ojca, rodzoną mateńkę,
to i z niemi pogadaj.