Od ślubu wracali w paradnej karecie (Pieśń weselna)
Sygnatura 1/46
Od ślubu wracali w paradnej karecie,
pan młody był piękny i miły.
Blask szczęścia miał w oczach i śmiał się jak dziecię,
a jej się w oczach łzy świeciły.
A ona ukryta w głębokim siedzeniu,
i zimna, i smutna jak skała,
na szybach rzeźbione od mrozu desenie,
zmarzniętą źrenicą patrzała.
A ona stanęła na samym uboczu,
z bukietem, co ciążył jej w dłoni,
ukradkiem ścierała natrętne łzy z oczu,
koniuszkiem ślubnego welonu.
A ona ukryta w głębokim siedzeniu,
on pieścił jej rękę nieczułą.
I czule te słowa przemawiał: O żono!,
przed chwilą ksiądz związał nas stułą.
Kareta stanęła, wysiedli oboje,
tłum ludu spogląda ciekawie.
I szepcąc dokoła, szczęśliwi ci dwoje,
muzyka zagrała też prawie.